Główna :  Dla autorów :  Archiwum :  Publikacje :  turystykakulturowa.ORG

 

Data wydania 4 maja 2012, redaktor prowadzący numeru: Armin Mikos v. Rohrscheidt

Numer 5/2012 (maj 2012)

 

WYWIAD

 

Rozmowa z Państwem Grzywocz*
*Mieszkańcy katowickiego osiedla Giszowiec - współcześnie jednego z markowych produktów turystycznych miasta. Na co dzień Paweł Grzywocz jest studentem informatyki na Politechnice Śląskiej. Od kilku lat razem z rodzicami (Eugeniuszem, Gabrielą) i bratem Piotrem prowadzi portal internetowy www.giszowiec.info gdzie zamieszczane, są bogate w treść informacje dotyczące historii osiedla, filmografii i literatury, dla której ten piękny zakątek Katowic stał się inspiracją, a także szereg wskazówek dla przybywających coraz liczniej turystów.

Turystyka Kulturowa: Dzień dobry. Na portalu znalazłem informacje o tym, że prowadzony jest on przez tatę i dwie latorośle oraz wspierającą mamę. Kto odegrał główną rolę we wprowadzeniu tego pomysłu w życie?
Paweł Grzywocz: Początkowo na pewno tata. To on przede wszystkim motywował do pracy nad stroną i bardzo pomagał w zbieraniu materiałów.

TK: Co było główną motywacją do stworzenia portalu? Czy Wasza rodzina również przed laty zamieszkiwała domki górnicze, które obecnie stanowią jedną głównych atrakcji turystycznych Katowic?
PG: Po pierwsze wyzwalaczem była fascynacja nowym źródłem informacji, jakim był kilka lat temu Internet, po drugie konieczność przygotowania do szkoły plakatu o Giszowcu. Dużym zaskoczeniem okazał się wtedy dla nas prawie całkowity brak informacji o tak ciekawej dzielnicy. Na materiały rodzinne nie mieliśmy co liczyć, bo sprowadziliśmy się do Giszowca w 1989 roku. Z Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej otrzymaliśmy po wielu latach oczekiwania przydział na mieszkanie w betonowyj szuflodzie jak mawiał o blokach Karol Habryka z Paciorków jednego różańca. Chłopcy od wczesnych lat pasjonowali się fotografią i w swoich zasobach mieliśmy sporo własnych fotografii Giszowca. Chcieliśmy na początek podzielić się z innymi tym, co mamy i wiemy, o Giszowcu - i tak się to zaczęło.

TK:, Czym państwo zajmują się na co dzień? Rozbudowa portalu stanowi Waszą główną pasję czy preferują państwo w rodzinie także inne sposoby wspólnego spędzania czasu?
PG: Na pewno różnych pasji nam nie brakuje. Interesujemy się historią, lubimy wspólne podróże i zwiedzanie zakątków, także tych bardziej odległych niż obszar naszego osiedla;) Jednak potrzeba poszukiwania różnych informacji, pamiątek, książek, starych pocztówek, map i innych dokumentów związanych z Giszowcem i dziejami firmy Giesche jest dla nas ciągle aktualna. Jeżeli nie da się czegoś kupić, to przynajmniej mamy te informacje zachowane cyfrowo. Synowie powoli kończą studia z zakresu informatyki, więc oczywiście wiadomo, kto czuwa nad techniczną stroną portalu.

TK: Jeśli tak, to chciałbym zapytać, jak w pańskich wspomnieniach wygląda Giszowiec w opowieściach starszych mieszkańców, jeszcze przed okresem wyburzenia starszej części osiedla?
PG: Czasami ludzie otwierają się przed nami i wtedy widać niesamowity błysk w ich oczach, gdy wspominają, jak wtedy było pięknie. Po części wynika to na pewno z tego, że świat zawsze jest piękniejszy, kiedy jest się młodym, ale niezaprzeczalnym jest fakt, że Giszowiec, jak na warunki polskie, był kiedyś świetnie zorganizowanym układem urbanistycznym. Życie w tej leśnej enklawie w środku miasta płynęło sielankowo, wśród wszechobecnej zieleni. Rytm dnia wyznaczały odjazdy bezpłatnej wąskotorowej kolejki, dowożącej górników do pracy, a w niedzielę całe rodziny jechały nią do kościoła w Nikiszowcu. Poza tym Giszowiec był samowystarczalny i świetnie zorganizowany. Na centralnym placu osiedla znalazły się sklepy, piekarnia, budynki szkolne, urząd i nadleśnictwo oraz park z okazałą gospodą. Wszyscy sąsiedzi się znali, nie będąc - jak dziś - stłoczeni razem na małej betonowej powierzchni.

TK: Jak wolny czas spędzali Giszowianie przed laty?
PG: Inaczej niż my teraz, ale to chyba naturalne również dla innych dzielnic. Aby udzielić odpowiedzi na to krótkie pytanie należałoby tu zacytować całą książkę Małgorzaty Szejnert "Czarny Ogród".
Przeglądając naszą stronę nie sposób nie zauważyć na starych pocztówkach tłumów na Stawie Małgorzaty. W swoich zbiorach mamy bilet wstępu na otwarty basen, a także udało nam się zakupić Tygodnik Ilustrowany z 1926 roku, gdzie na całej pierwszej stronie zamieszczono zdjęcie skoczka biorącego udział w pływackich mistrzostwach Polski. Świetni pływacy, hokeiści, piłkarze przyciągali tłumy kibiców. Towarzystwa śpiewacze, ogrodnicze czy działalność kulturalna związana z funkcjonowaniem Karczmy powodowała, że na Giszowiec przyjeżdżało sporo ludzi, aby zaznać wypoczynku i rozrywki. W dwudziestoleciu międzywojennym, za sprawą nowych amerykańskich lokatorów powstało tu także rozległe pole golfowe, jedno z pierwszych w Polsce.

TK: W filmie Kutza "Paciorki Jednego Różańca" ukazana jest historia emerytowanego górnika, który buntuje się przeciwko wyprowadzeniu do socjalistycznego budownictwa. Czy takie zachowanie wśród starszych mieszkańców było w tamtym czasie "chlebem powszednim"?
PG: Habryka nie chcioł się wykludzić do betonowej szuflody - i nie ma mu się co dziwić. I w tamtych czasach i w obecnych jest tak samo. Uszczęśliwianie kogoś na siłę nigdy nie wyjdzie na dobre uszczęśliwianemu. Kazimierz Kutz doskonale zobrazował prawdziwe ludzkie dramaty, jakie rozgrywały w tamtym czasie na Giszowcu. Niektórzy mieszkańcy do końca usiłowali zachować swój kawałek świata, mieszkając w na wpół zburzonych domkach tak długo, jak tylko się dało. Niemniej jednak nikt nie posunął się do tak dramatycznego buntu, jaki ukazano w filmie, choć w sercach ludzi na pewno wrzało. Wielu starszych mieszkańców, jak filmowy Karlik, do końca życia nie potrafiło pogodzić się z zagładą swego miejsca na ziemi.

TK: Kutz ukazuje również konflikt pokoleń, gdy młodzi ludzie chcąc mieszkać w lepszych warunkach zapominają o tradycji. Czy w rzeczywistości brak buntu młodych wpłynął na decyzje władz o wyburzeniu osiedla? A może socjalistyczna władza swoimi "metodami" starała się wymusić posłuszeństwo "przesiedleńców"?
PG: Część młodszych mieszkańców prawdopodobnie była zafascynowana "nowoczesnością", ale władze na pewno potrafiły też sprawnie manipulować ludźmi. Na dodatek Giszowiec traktowany był jako pokłosie "niemieckich wyzyskiwaczy", więc został skazany na zagładę. Większość mieszkańców nie chciała się jednak przeprowadzać do ciasnych mieszkań. Zupełnie inaczej sprawa wyglądała z perspektywy ludności napływowej, nie związanej w żaden sposób z tym miejscem. Ci ludzie latami oczekiwali na mieszkania i nic dziwnego, że naciskali na kontynuację budowy bloków.

TK: Czy uważają państwo, że to film Kutza był główną przyczyną zwrócenia uwagi na problem likwidacji osiedla?
PG: Na pewno jedną z ważniejszych. Gdy film wszedł do kin (mimo protestów niektórych działaczy), zaczęło się głośno mówić o problemie. Należy podkreślić, że nie tylko Paciorki przyczyniły się do ocalenia fragmentu osiedla. Walczyło o nie bowiem wiele osób, a decyzję o wstrzymaniu wyburzeń wydał ówczesny generalny konserwator zabytków prof. Wiktor Zin.

TK: Giszowiec kontra Nikiszowiec… Czy między osiedlami w dawnych czasach istniała jakaś konkurencja, objawiająca się wzajemną niechęcią, a w rezultacie konfliktami społecznymi? Czy może już wtedy narastała wspólna świadomość mieszkańców o wyjątkowości robotniczych "perełek" Górnego Śląska?
PG: O konflikcie społecznym pomiędzy mieszkańcami Nikiszowca i Giszowca nic nie wiem. Pewno jakieś tam animozje bywały. Jednak pomimo odrębności zawsze jakoś Nikiszowiec i Giszowiec kojarzyły mi się razem. Przez długi okres czasu były one ponadto połączone czymś tak unikalnym, jak darmowa kolejka Balkan.
Podejrzewam, że większe konflikty zdarzały się pomiędzy starymi mieszkańcami Giszowca a mieszkańcami z blokowisk, przybyłymi tutaj z odległych miast i wiosek. Kiedyś jedna z mieszkanek domku skarżyła mi się, że zawsze po dniach wypłaty z wysokiego bloku po drugiej stronie ulicy pustymi butelkami celowano… do jej komina. Na szczęście ten okres już minął. Teraz większym problemem są "kibice" drużyn Ruchu i GKS, którzy bezustannie wzajemnie się tłuką i malują po ścianach, jakby chcieli udowodnić, która grupa prezentuje wyższy poziom debilizmu.

TK: Jak sytuacja kształtuje się obecnie? Czy wspierają się państwo wzajemnie w działaniach na rzecz ochrony i promocji perełek architektonicznych tych obydwu osiedli?
PG: Na całe szczęście dostajemy sporo informacji o społecznych inicjatywach i działaniach w sąsiednich dzielnicach. W miarę możliwości staramy się wszędzie bywać i współpracować. Zaczyna się dziać sporo pozytywnego nie tylko na Giszowcu i Nikiszowcu. Również sąsiednie Szopienice i Murcki są coraz bardziej aktywne.

TK: Nikiszowiec w tamtym roku uzyskał status Pomnika Historii. Czy władze miasta starają się także o wpis Giszowca na tę listę? W końcu to jedyne i wyjątkowe na skale europejską "osiedle-ogród"…
PG: Nie wiem. Może być problem, bo Giszowiec - znacznie już zniszczony, rozbudowywany jest czasami według radosnej koncepcji mieszkańców. Niektóre obiekty to prawdziwe perełki, ale inne modernizacje czasami są żałosne.

TK: W 2006 roku stara zabudowa Giszowca została wpisana na listę obiektów Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Dziś - razem z browarami w Tychach i Żywcu - osiedle uznawane jest za jego wizytówkę. Czy w ciągu tych kilku lat nastąpił turystyczny "boom" i moda na zwiedzanie Giszowca? Kiedy możemy spotkać tu najwięcej turystów?
PG: Od kilku lat obserwujemy nasilanie się ruchu turystycznego. Na Giszowiec przyjeżdżają autokary z wycieczkami, a władze miejskie zapraszają swoich gości do odnowionej giszowieckiej gospody. Turyści przyjeżdżają tu szczególnie latem, takim szczytowym momentem od kilku lat jest Industriada, ale często można spotykać ludzi z aparatem fotograficznym w ręku czy liczne wycieczki rowerowe.

TK: Mówiąc o Giszowcu nie można zapomnieć o tradycyjnej śląskiej kuchni. Czy orientują się państwo, jakie regionalne specjały królowały na stołach w tutejszych domach w okresie przedwojennym?
PG: Pewno takie same jak w pozostałych miastach śląskich. W piątek krupy i maślonka, w sobota koniecznie żur, w niedziela nudelzupa, kluski, rolada i modro kapusta. Chyba, że zamiast rolady karminadla. Po połedniu puding, abo kołocz a na wieczór chlyb z tustym i szpyrkami (sznita z fetym). W pozostałe dni bele co, ale najczęściej wodzionka. Warto podkreślić, że giszowieckie baby miały do dyspozycji piekarnioki, czyli specjalne piece do wypieku chleba i ciast, przy których spotykały się też żeby sobie poklachać (poplotkować).

TK: Czy w chwili obecnej na terenie osiedla turyści mogą znaleźć przystań, gdzie będą mogli spróbować tradycyjnych specjałów tutejszej kuchni?
PG: Dobrze można zjeść w Dworku pod Lipami (dawna giszowiecka gospoda), na Placu pod Lipami jest z kolei Naleśnikarnia. Znajdziemy tu też kilka pizzerii, ale najbardziej tradycyjne specjały przygotowywane są w Spółdzielni "Rybka", którą ostatnio kilkukrotnie odwiedził Premier. Niestety do nadejścia lepszych czasów musiała zostać zamknięta pięknie odnowiona Restauracja pod Kasztanami.

TK: Istnieje obecnie moda na przystosowywanie obiektów zabytkowych dla potrzeb infrastruktury turystycznej. W związku z tym chciałem spytać, czy na terenie starego Giszowca odwiedzający znajdą jakiś hotelik lub pensjonat?
PG: Niestety na Giszowcu nie znajdziemy na razie takiego miejsca. Przenocować można na pobliskim Campingu na Dolinie Trzech Stawów albo przed wjazdem do Giszowca od strony Tychów - w Zajeździe pod Wzgórzem Wandy, leżącym w samym środku rezerwatu bukowego. Można też skorzystać z usług hoteli w Nikiszowcu lub w centrum Katowic.

TK: Jak w państwa ocenie wygląda stan rozwoju infrastruktury turystycznej osiedla. Czy turyści znajdą tutaj tablice informacyjne, drogowskazy turystyczne oraz inne pomocne wskazówki, które pozwolą im bez błądzenia dotrzeć do poszczególnych atrakcji?
PG: W związku z obecnością Giszowca na Szlaku Zabytków Techniki, przy głównych drogach pojawiło się sporo drogowskazów kierujących do osiedla. Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Miejskiego Domu Kultury, mieszczącego się w dawnej gospodzie. Na ścianie budynku znajdziemy tablicę z mapą oraz zarysem historii dawnego Giszowca. Można się tam również zaopatrzyć w mapy i przewodniki po osiedlu.

TK: Kiedy państwa zdaniem najlepiej zwiedzać Giszowiec?
PG: Ogrody zawsze są najpiękniejsze wiosną i latem, ale wystarczy spojrzeć na obrazy Gawlika by zauważyć, że sporo obiektów malował we wszystkich porach roku. Cudownie jest jesienią, gdy czerwieni się bluszcz na ogrodzeniach starych domków, a wszechobecne buki i lipy stają się złote. Zimą, pod grubą czapą śniegu, stary Giszowiec wygląda niezwykle urokliwie, szczególnie tuż po zachodzie słońca. Tak więc można go odwiedzić zawsze, bo o każdej porze roku ma do zaoferowania coś innego.

TK: Na koniec bardzo proszę w kilku zdaniach przekonać turystów, którym Górny Śląsk kojarzy się z hałdami, brudem i dymiącymi kominami kopalń, że warto spędzić swój wolny czas spacerując po tutejszych zakątkach.
PG: Warto przyjechać i pooglądać, co pozostało z ciekawego projektu urbanistycznego z początku ubiegłego wieku przeznaczonego dla pracowników kopalni. Nie mniej ciekawie wygląda osiedle domków "amerykańskich", przeznaczonych dla kadry kierowniczej. Warto zobaczyć dawny rynek, jak również starą wieżę ciśnień i jedyny w swoim rodzaju zakład fryzjerski - galerię sztuki prezentującą dawne widoki Giszowca na obrazach Gawlika. Osiedle otoczone jest lasami, które znakomicie sprzyjają aktywnej turystyce, jaką jest np. jazda na rowerze. Po zwiedzaniu polecamy także wypoczynek w Rybaczówce nad leśnym stawem Janina.

TK: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Arkadiusz Ochmański

 

Nasi Partnerzy

 

Copyright ©  Turystyka Kulturowa 2008-2022


Ta strona internetowa używa pliki cookies w celu dostosowania serwisu do potrzeb użytkowników i w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Brak zmiany tych ustawień oznacza akceptację dla cookies stosowanych przez nasz serwis.
Zamknij